Geoblog.pl    laverne    Podróże    Peru i Boliwia    Titicaca, wyspy Uros i Amantani
Zwiń mapę
2008
09
wrz

Titicaca, wyspy Uros i Amantani

 
Peru
Peru, Titicaca
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 531 km
 
Następnego dnia rozpoczęliśmy rejs po jeziorze Titicaca. Pierwszym punktem programu była wizyta na wyspach z tataraku zamieszkanych przez Indian Uros. Oprócz wysp właściwie wszystko inne też jest tam z tataraku – chatki, łodzie, siedziska. Tatarak można nawet jeść… krótko mówiąc bardzo ciekawe widoki. Ale i tam dotarła cywilizacja, gdyż dość częstym widokiem była bateria słoneczna i antena telewizyjna :)

Następnym celem podczas rejsu była wyspa Amantani, gdzie w porcie odebrała nas nasza przyszła gospodyni, której nieodłącznym towarzyszem było wrzeciono, na które gospodyni nawijała bezustannie wełnę. Zostałyśmy zakwaterowane w domku gościnnym i zabrane na zwiedzanie wyspy. Ku naszej radości Eliza z Kariną zostały zakwaterowane w pokoju, który zdecydowanie wyglądał na apartament nowożeńców, z tym, że wstawione w nim były dwa podwójne łóżka – jedno dla młodej pary, ale drugie… dla przyzwoitki? Dość ciekawie trafiłyśmy, bo na wyspie akurat było święto, więc ludzie byli ubrani (a nie przebrani) w tradycyjne ubrania i licznie obecni. Po dość długiej chwili spędzonej na lokalnym Plaza de Armas wyruszyłyśmy do miejsca, w którym odbywają się uroczystości, ku czci PaciaTaty – oczywiście droga prowadziła pod górę. Miejsce to otoczone jest murem, w którym brama otwierana jest raz do roku w drugi czwartek stycznia, kiedy odbywają się uroczystości – palenie liści koki, ognisk, składanie ofiar (teraz już raczej bezkrwawych). Przez pozostałą cześć roku, „świątynia” jest zamknięta i panuje zakaz wstępu poza mury. Stąd nasze zwiedzanie ograniczyło się do okrążenia murów i podziwiania widoków na sąsiednie wyspy i zachodzącego słońca. Do środka można było zaglądnąć albo przez szpary w bramie, albo ponad murem korzystając z ustawionych dla turystów prowizorycznych schodów z kamieni. Po powrocie do gospodarzy miała odbyć się impreza w lokalnych strojach, ale kiedy w końcu zdecydowałyśmy się, że się przebieramy i idziemy okazało się, że u innych potencjalnych imprezowiczów proces decyzyjny był jeszcze bardziej ospały i impreza nie wypaliła. To był jeden z nielicznych dni, kiedy mogłyśmy się wyspać, pobudka wyznaczona była gdzieś dopiero na 7 :)

Gdzieś w środku nocy usłyszałam pianie koguta, które sprawiło, że pomyślałam sobie to, co czyjś głos po sekundzie zwerbalizował „Zabiję tego koguta!!!”. Jak się później okazało, to była Karina, a kogut się kompletnie polską pogróżką nie przejął, co więcej zmobilizował kumpli i już do rana trwał konkurs pt.: „Który kogut jazgocze najgłośniej…”.

Kolejny etap wycieczki przewidywał wizytę na wyspie Taquile. Rejs, mimo że krótki z powodu uporczywej fali wydawał się wiecznością (Neptun żądał swojej ofiary)… Mieszkańcy Taquile, podobnie jak na Amantani, żyją we wspólnotach i ubierają się zgodnie w tradycją. Czyli kawalerowie noszą biało-czerwone czapki, żonaci mężczyźni czerwone, starszyzna wielokolorowe – czyli wiadomo, kto jest kto i o co chodzi :) . Kobiety natomiast używają w celach komunikacyjnych czarnych chust z kolorowymi paskami – panny paskami do dołu, mężatki do góry. Po Taquile czekał nas już tylko rejs powrotny do Puno, skąd autobusem wyruszyłyśmy do Arequipy.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
zwiedziła 10.5% świata (21 państw)
Zasoby: 44 wpisy44 0 komentarzy0 0 zdjęć0 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
13.08.2011 - 13.08.2011
 
 
22.06.2011 - 22.06.2011
 
 
05.05.2011 - 05.05.2011